piątek, 6 czerwca 2014

Zapraszam!!

Najpierw ta miła niespodzianka ;))
Mam dla was nowego bloga:
http://victoria-deporte-amor.blogspot.com/
NIE JEST ON O VIOLETTCIE, tylko o miłości piłkarza i nastolatki z talentem muzycznym.
Mam nadzieję, że mimo wszystko ktoś tam zajrzy, bo mam sporo pomysłów i myślę, że będzie ciekawie ;**
Prolog dodam, jak pojawi się pierwszy komentarz pod postem powitania <33
WIĘC CZEKAM!!
I tak, mam nowe konto, bo to jest takie... zaśmiecone ;//

Co do tego bloga...
Najpierw wyjaśnię wam moją nieobecność. Tydzień przez zieloną szkołę, reszta szkoła. Zawalili nas pracami domowymi, tak, że wczoraj pierwszy raz od jakiegoś miesiąca miałam komputer w łapkach (o ile można tak powiedzieć ;)). Tak, mam anginę i przez to trochę wolnego. Inaczej cały przyszły tydzień jeszcze by tak było, a i tak nwm czy nie pójdę od poniedziałku do szkoły, bo zaległości za dużo by było.
Przez ten czas przemyślałam sobie wszystko. Violetta mnie już nie rajcuje. W ogóle, wcale a wcale. Jednak mam do tego bloga pewne... przywiązanie. Nie chcę go tak zostawiać, w stanie nie dokończonym.
Pytanie do was.
Czy ktoś chciałby go przejąć? Pisać tutaj dalej?
Od razu mówię, że zostanę jako adminka, ale druga będzie tutaj pisała ;)
Ja tylko od czasu jak mi się zechce te posty o aktorach bd wstawiała ;p
Hmmm? Pasuje wam?
Pisać w komentarzach, a w zgłoszeniu na mail:
tea.futbol@poczta.fm
proszę zawrzeć:
imię
nick z konta
wiek
link do jakiegoś swojego bloga
gg bądź fb w ostateczności aska
Wybiorę jedną osobę, jeśli w ogóle ktoś się zgłosi.
A teraz do zobaczyska moi wy <33
Przepraszam, ale nie umiem tutaj pisać. Będę dalej prowadziła bloga, nie rezygnuję z tworzenia, tylko... inna historia ;))

A i podalibyście link do jakiejś mega dobrej szabloniarni? Takiej która robi fajne prace i w miare szybko się z zamówieniami obrabia? Dzięki z góry <33

poniedziałek, 12 maja 2014

Jorge Blanco

Jak obiecałam, macie post o Jorge. Kilka informacji, ciekawostek itp. Od razu mówię, że brałam to nie tylko z jego oficjalnych stron, ale też z innych blogów, Wikipedii i pochodnych od niej, gazet, więc nie wszystko może okazać się prawdą, aczkolwiek starałam się brać te, które się gdzieś powtarzały.
Zapraszam do lektury ;)

Jorge Blanco
Kiedyś wszyscy uważali go za nieudacznika, teraz jest gwiazdą!
 
O nim!
Jego pełne imię i nazwisko to Jorge Blanco Güereña, urodził się 19 grudnia 1991 roku w Guadalajarze, jest więc Strzelcem. Pochodzi z Meksyku, a jego ojczystym językiem jest Hiszpański. Ma młodszego brata Daniela, który w tym roku skończy bodajże 17 lat.
Na gitarze zaczął grać w wieku 7 lat. Największą sławę uzyskał jako Leon Verdas w serialu Violetta, którego produkcja trwa po dziś dzień.
Swoją dziewczynę, Stephie Camarenę, Jorge poznał na planie meksykańskiej wersji filmu "High School Musical". Parą są od sześciu lat i nadal się kochają!

Jorge o swojej dziewczynie:
 
"Wystarczy parę dni rozłąki, bym zaczął za nią tęsknić. Nie poradziłbym sobie bez niej."

"Dzięki niej życie jest piękniejsze."

Przyjaźń!
Jorge twierdzi, że obsada serialu "Violetta" to jego druga rodzina. Jest zdziwiony faktem, że wszyscy bardzo zżyli się ze sobą przez ten czas mimo iż grupa jest tak liczna. Nikt nie wyobraża sobie rozstania w tej chwili. Przyznaje jednak, że najbardziej zaprzyjaźnił się z Diego! Ciekawe, bo w serialu grają wrogów walczących o serce ukochanej. Fajnie jednak, że dobrze się ze sobą dogadują. Dla sprostowania, przyjaźni się z całą obsadą i nie ma osoby, której by nie lubił.
Aktor ma też bardzo dobre stosunki z zespołem Rock Bones, który wystąpił gościnnie w 1 i 2 sezonie "Violetty". Podejrzewam nawet, że jego pomysłem mógł być występ kapeli w "Violettcie". Ale to tylko moje przypuszczenia!
O sprawach sercowych Blanco najczęściej rozmawia z Martiną, jednak to nic poważnego. Fakt, że często jej się zwierza i ma do niej ogromne zaufanie (wie, że nikomu nic nie wygada), nie znaczy od razu, że mają romans, albo są w sobie zakochani! Przyjaźń damsko-męska istnieje!

    Martina o Jorge:
 
"Nieraz mi pomógł. Jest świetnym przyjacielem. Kocham go jak brata."
 
"Rozumiemy się bez słów i kochamy jak rodzina."
 

 
Marzenia!
Jorge jest bardzo aktywnym człowiekiem i ma wiele pragnień. Poznajmy kilka z nich.
Mamy jedno spełnione, bowiem jako wielki fan Disneya od zawsze chciał znaleźć się w Disney Landzie. Dodatkowym plusem jest fakt, że mógł przeżyć tę przygodę z przyjaciółmi. Przez te lata bardzo zżył się z nimi.
W podstawówce kochał piłkę nożną i marzył o grze w szkolnej reprezentacji, jednak trener go w niej nie widział.
 
Jorge o tej sytuacji:
 
"Postanowiłem udowodnić mu, że umiem grać. Zostawałem po lekcjach by ćwiczyć nowe zagrania. Po kilku miesiącach należałem do najlepszych!"
 
Aktor zastanawiał się, czy nie zostać zawodowym piłkarzem, jednak miłość do sceny zwyciężyła. Koledzy go wyśmiewali i wcale nie dodawali mu otuchy, ale on po raz kolejny się uparł.
 
Jorge:
 
"Skoro nikt nie chce w ciebie wierzyć, uwierz w siebie sama."
 
Trzy razy w tygodniu chodził na zajęcia teatralne, uczył się śpiewać i tańczyć, spotykał się z wieloma porażkami i drwinami, aż wreszcie ciężka praca się opłaciła! Dostał rolę w meksykańskiej wersji "High School Musical".
 
Jorge:
 
"Kumplom szczęki opadły aż do ziemi, gdy się o tym dowiedzieli."
 
Od tej pory Blanco jest przekonany, że gdy czegoś mocno się chce, prędzej czy później się to uda.
 
Jorge:
 
"Najważniejsze to nie poddawać się i nie rezygnować z marzeń."
 
Następnym jego marzeniem, które jest niestety prawie nierealne, to wyleczyć wszystkich chorych i cierpiących. Bardzo wspaniałomyślne i choć z pewnością komuś pomógł i jeszcze pomoże, to nie da się tego osiągnąć.
Jednak ma też inne marzenia.

Jorge:

"Marzę też o podróży dookoła świata. Ale nie chciałbym nocować w hotelach i zwiedzać zabytków razem z wycieczką. Wolę wziąć plecak i spać pod gołym niebem."
 
 
Muzyka!
Jak wiecie, Jorge potrafi bardzo dobrze grać na gitarze. Ale nie tylko! Na wymienionym wcześniej instrumencie zwyczajnie brzdąka najdłużej, jednak ma też inne talenty.
Z kolei na początku aktor nie był skory do gry. Chciał śpiewać i marzył o karierze muzycznej. Jednak kiedy wyszedł na scenę i pojawiły się propozycje połączenia aktorstwa z muzyką, zgodził się z wielką chęcią.
Nagrał też wiele singli, a jego głos można usłyszeć na wydanych (w kolejności) jak dotąd trzech płytach:
"Violetta"
"Violetta: Hoy Somos Mas"
"Violetta En Vivo"
 
Usłyszeć można go też miedzy innymi na YT:
 
Noviembre sim ti
https://www.youtube.com/watch?v=sdXvyU1b32k

Ahi Estare
https://www.youtube.com/watch?v=1VrMwfrvcc0

Entre dos Mundos
https://www.youtube.com/watch?v=8v1q-9N6M7A

On Beat
https://www.youtube.com/watch?v=GxcjZH8Y5fQ

Voy Por Ti
https://www.youtube.com/watch?v=RdN4Occxdsw
https://www.youtube.com/watch?v=ffbBkUHaveI

Podemos
https://www.youtube.com/watch?v=2zboMKy94Co
https://www.youtube.com/watch?v=O_rMdcN-Peo

Nuestro Camino
https://www.youtube.com/watch?v=Jky062J85uA
https://www.youtube.com/watch?v=rMZlJMS5QoM

Inne!
Jak pewnie wiecie, obsada serialu składa się z osób różnej narodowości. Dzięki temu nasz Blanco poznał inne języki i przysporzyło mu to sporo zabawy. Lubi edukować się w taki sposób.
Na początku grał "czarny charakter" i nie wiedział, że będzie tym "dobrym". Twierdzi, że granie aroganta dodało mu sporo ciekawych doświadczeń i kiedy ogląda serial widzi, co musi dopracować w swoich gestach.
Wszyscy twierdzą, że jest wspaniały. Dobrze wychowany, używa "magicznych" słów, przepuszcza dziewczyny w drzwiach. Lodovica stwierdziła, że ma jedną wadę. Strasznie głośno słucha muzyki.
Aktorowi bardziej do gustu przypadł Leon z drugiego sezonu, ponieważ wie czego chce i walczy o to oraz jest dojrzalszy.
Jest fanem Bruno marsa.
Blanco lubi nagrywać filmiki i najczęściej robi to z Ruggero. Z całej obsady to ta dwójka jest najbardziej skora do żartów.
Gdyby miał wybierać najfajniejszy sport, byłoby to bieganie, koszykówka i piłka nożna.
 
Jorge Blanco:
 
"Ty też jesteś kimś wyjątkowym"
 
 
**********
Widać, że sporo zaczerpnęłam z takich gazet jak Fun Club czy Bravo, prawda?
Tak, jak zawsze na koniec coś ode mnie ;)
NIE KOPIUJCIE!!
Mam nadzieję, że się podoba i że uzupełniliście sobie trochę informacji o nim.
Ja sama się zdziwiłam, że aż tyle tego wyszło.
Jeśli jest nieczytelnie czy coś, to pisać, bo posty o innych będą wyglądały tak samo!!
No, oby wyszło w miarę ok ;p

niedziela, 11 maja 2014

Prolog

Samotność to coś przygnębiającego i strasznie dającego w kość. Nie możesz wyjść na ulicę, bo widząc grupkę przyjaciół lub szczęśliwą rodzinę automatycznie zbiera ci się na płacz. Ich szczęście wprowadza cię w przygnębienie, z którego bardzo ciężko jest się później wyrwać. Z kolei czytanie książek w niektórych przypadkach pomaga. Czujesz się tak jakbyś to ty przeżywała to co główna bohaterka, pierwszą miłość, najwspanialszą przyjaźń na świecie. Ale nie zawsze.
Jednak ludzie najczęściej starają się sobie wmówić, że są sami, mimo iż to nie prawda.
Tak było z Violettą Castillo, śliczną siedemnastolatką, której nikt nie doceniał. Nikt z wyjątkiem jej brata i ojca. Oni byli dla niej całym życiem, bez nich już dawno dziewczyna o ślicznych kakaowych oczach przestała by żyć. Tyle, że nie zdawała sobie z tego sprawy. Ona chciała mieć przyjaciół, takich prawdziwych, zakochać się i być szczęśliwą, lubianą. Nie zwracała uwagi na fakt, że ma w domu dwóch wspaniałych facetów, którzy skoczyli by za nią w ogień.
Jednak niedługo ma się to zmienić.

                                                                         ***

Szatynka o długich, sięgających pasa włosach, błyszczących w świetle małej, dającej złoty poblask lampki, kakaowych oczach i malinowych ustach siedziała na krześle przy biurku. W drżących dłoniach trzymała czerwoną kopertę zaadresowaną do niej. Już sama nie wiedziała, czy chce poznać jej zawartość, czy wręcz wyrzuć ten świstek za okno. W końcu jednak zdecydowała.
Jej ręce latały w każdą stronę, jakby cierpiała na jakąś poważną chorobę, ale udało się wyciągnąć kartkę papieru z koperty. Z wielkim strachem kotłującym się w piersi zaczęła czytać.

Violetto!
Szczerze nie wiem jak mam cię nazwać. Przyjaciółką? Raczej nie. Chyba nigdy nią nie byłaś, skoro wywinęłaś mi coś takiego. Koleżanką? Też nie! Znajomą? To ewentualność.
Nadal pamiętam dzień, w którym Cię poznałam. Byłaś taka cicho, niepewna swoich możliwości. A teraz? Teraz to wszystko szlag trafił! Nasza „przyjaźń” rozleciała się na kawałki i to była twoja wina. Niczyja inna, to ty się do tego przyczyniłaś.
Najpierw rozkochałaś w sobie mojego chłopaka, później wykopałaś mnie ze szkolnej reprezentacji, następnie odebrałaś przyjaciółki, a na sam koniec… okłamałaś mnie. Wszystko bolało równie mocno, ale najgorsze było to, kiedy o twojej zmianie szkoły dowiedziałam się od klasowego kujona. On wiedział, a ja nie! Wtedy poczułam się ostatecznie zdradzona.
Przepraszam, że nie umiem ci wybaczyć. Pewnie jak reszta uznasz że jestem wredna i zawistna. Może i tak jest, już przeczyć nie będę. Wiem tylko jedno. Gdybym Cię nie poznała, moje życie byłoby dużo lepsze i łatwiejsze.
Mam nadzieję, że już nigdy się nie spotkamy…
…kiedyś twoja przyjaciółka Lidia.
P.S. Pamiętasz? Best Friends FOREVER! Już nigdy w życiu nie użyję tego określenia.

Teraz wiedziała. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie powinna czytać listu. To za bardzo boli, daje zbyt wielkie poczucie winy.
To faktycznie jej wina, ona naprawdę ją okłamała. Ale przecież szatynka nie chciała rozkochać w sobie Pietra, to wuefistka kazała dołączyć jej do szkolnej drużyny siatkarskiej i to Marion z Sandrą się do niej przyczepiły a nie odwrotnie. Lidia jak zwykle wszystko przekręciła, cała ona.
Łzy ciurkiem leciały po policzkach siedemnastolatki, a ona nawet nie próbowała ich ocierać. Teraz przynajmniej wiedziała, że podjęła dobrą decyzję. Bo dłużej nie wytrzymałaby w otoczeniu takich ludzi. Castillo cieszyła się, że wczorajszy dzień był jej ostatnim dniem w państwowym liceum w Buenos Aires.

**********
Tak tak, wracam sobie ;))
Miałam pomysł na opowiadanko i napisałam prolog hyhy...
Oby wam się podobał skarby wy moje <33 Zatęskniło mi się do was!!
A więc tak... wiem, że czuć tą przerwę w pisaniu, no ale niestety nic na to nie poradzę.
Obiecuję poprawę! <33
Postaram się tez zrobić własny szablon, ale znając życie to wyjdzie mega badziew i zostanie to co jest. Nie chcę zamęczać dziewczyn w szabloniarniach, bo doskonale wiem, że mają dość zamówień na Violettę i im nerwy puszczają, jak widzą coraz to kolejne ;))
Do tego posty poprzednie sobie zostaną, może komuś zachce się tamto czytać? ;O
Ale teraz prolog, a niedługo rozdział pierwszy!
Mam nadzieję, że moje kręcenie was nie dobija, bo odchodzę i wracam, odchodzę i wracam ;((
Teraz mam zamiar zostać na długo ;p
A no i tak na koniec powiem, że posty o aktorach też będę pisała. Po jednym na miesiąc, więc ankieta czeka!

czwartek, 8 maja 2014

STO LAT STO LAT!!

Skarbie ty mój!! Mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam datę, jak nie, to kolejna wtopa...
Mam jednak nadzieję, że się nie pomyliłam <33
Tak więc mojej Soph, Domce czy tam Miśkowi życzę najlepszego wszystkiego, 200 latek, masy prezentów, sukcesów we wszystkim, tańcu, sporcie, nauce i tak dalej ;)) Wieeeelu przyjaciół!! *,* Żebyś nigdy nie była sama ;d No fajnego chłopaka, ale to za kilka lat, tak z 2 jeszcze poczekaj ;**
No i ogólnie cienka jestem w składaniu życzeń ;__;
Dziękuję Ci <33
Za masę rozmów, zarwane noce, pisanie wspólnych rozdziałów, spamy na blogach komami, spojlerowanie się fabułami książek, rzucanie bananami, dyniami, zeszytami i czymś tam jeszcze. Zawsze umiałaś mnie pocieszyć, wysłuchać i cieszę się, że Cię poznałam ;**
Przepraszam, że nie mogę Ci tych życzeń złożyć na GG, ale chwilowo mam... pewne problemy... Wszystko powiem Ci za jakiś czas, obiecuję ;))
Mam nadzieję, że niektórzy dołączą się do życzeń!! ;p
Macie jeszcze linka do bloga
http://leonymaxi.blogspot.com/

I JESZCZE RAZ NAJLEPSZEGO SKARBIE!! ;**

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 9: "Byłoby za późno, by znów zacząć go nienawidzić"

Dwie dziewczyny, na pozór zupełnie inne, a w środku takie same. Przyjaciółki na zawsze, znają się od lat i kochają jak siostry. Jedna za drugą, jak to się potocznie mówi, skoczyłaby w ogień. Byleby tylko jej bratnia dusza była szczęśliwa i uśmiechnięta.
To właśnie w parku w słonecznym Buenos Aires spotkały się Nathalia i Ludmiła po miesięcznej rozłące. Rozmowy przez wideo chat i komórkę to nie to samo. Nie można się przytulić, pocieszyć, pomalować wzajemnie paznokci.
Panienka Ferro stanęła przy fontannie, z której wypływała błękitna niczym bezchmurne niebo woda. Rozejrzała się dookoła i przeczesała swoje blond włosy dłonią. To był jej nawyk, którego kiedyś próbowała się wyzbyć, jednak zupełnie jej to nie wychodziło i po pewnym czasie się poddała. Trudno, tak już jest i trzeba to zaakceptować.
Naty podeszła do przyjaciółki z uśmiechem na twarzy. Jej oczy jednak pozostały zupełnie niepocieszone, a zgarbiona sylwetka mówiła sama za siebie. Coś się wydarzyło. I by
najmniej nie było to nic miłego.
- Hej miśku. Tęskniłam! - zapiszczała Lu na widok dziewczyny i mocno ją przytuliła. Od razu wyczuła napiętą atmosferę. - Skarbie, co się stało?
Hiszpanka spojrzała na Ferro i przełknęła ślinę. Kompletnie nie wiedziała, co ma w tej sytuacji zrobić. Tysiące myśli naraz przelatywało jej przez głowę i gubiła się. W końcu usiadła na ławce, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać. Blondynka automatycznie zajęła miejsce obok i objęła przyjaciółkę. Chwila minęła, nim Nathalia zaczęła opowiadać, ale musiała się w sobie zebrać.
- Jestem głupia! Chciałam być szczęśliwa, a kiedy radość sama do mnie przyszła, po prostu ją wypuściłam! - słone łzy rozmyły cały makijaż na twarzy dziewczyny, jednak ona zupełnie o to nie dbała. - Maxi powiedział, że mu na mnie zależy. A ja idiotka wydarłam się na niego, że ma mnie zostawić. Debilka, debilka, debilka! - płakała pukając się w czoło podczas wypowiadania ostatnich trzech słów.
Lu spojrzała na nią ze współczuciem i delikatnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że strata chłopaka boli. Zawsze zakochiwała się w kretynach. Ale Maximiliano był jej dobrym przyjacielem, znali się od bardzo dawna i wiedziała, że jest wspaniały. Musiała zrobić tylko jedno, aby i Hiszpanka i wspaniały chłopak byli razem szczęśliwi.
- Jeszcze to naprawimy. Zobaczysz!

                                                                          ***

Dziewczynę stającą przy drzwiach sparaliżowało. Mieszało jej się w głowie, nie wiedziała, co miała robić. Z jednej strony chciała zostać tam gdzie jest i dalej wpatrywać się w te szmaragdowe oczy. Z drugiej jednak chciała uciec jak najdalej stąd i żyć w nienawiści do tego uroczego chłopaka. Nie chciała się zakochiwać, nie miała takiego zamiaru. Zresztą nigdy na żadnym chłopaku jej nie zależało, więc nie do końca wiedziała, jakie to uczucie. Motyle w brzuchu, które teraz czuła, były jej zupełnie obce, ale i jednocześnie przyjemne. - Violetta! - to jedno głupie słowo wypowiedziane szeptem ustami Verdasa wszystko zepsuło. Szatynka podjęła decyzję i nie żałowała jej.
Zerwała się na z miejsca i zbiegła po schodach potykając się o własne nogi. Kiedy dotarła do drzwi, na jej policzku znikąd pojawiła się jedna jedyna łza, która chwilę później została otarta wierzchem dłoni nastolatki. Gdy dziewczyna znalazła się na zewnątrz, poczuła niewyobrażalną ulgę. Zatrzasnęła za sobą z hukiem potężne drzwi i wyszła na ulicę.
- Violetta! - Leon nie odpuszczał. Był uparty i zawsze walczył do samego końca. Musiał zrobić coś z tą sytuacją, dobrze o tym wiedział. Inaczej cierpiałby niemiłosiernie.
Chłopak podbiegł do dziewczyny i złapał ją za nadgarstek odwracając tym sposobem w swoją stronę.
Castillo czerwona ze złości spojrzała na niego jeszcze raz ze łzami w oczach. Miała tego wszystkiego dosyć.
- Co ty sobie w ogóle myślisz?! Że zaśpiewasz jakąś idiotyczną pioseneczkę i już jestem twoja?! Jak tak, to się grubo mylisz! Mam dość tych twoich zabaw i podchodów! Dość twojego widoku! Masz mi zejść z oczu i nigdy więcej się nie pokazywać! - emocje wzięły nad nią górę i całą swoją siłą zamachnęła się na zielonookiego zostawiając na jego policzku czerwony ślad wielkości swojej dłoni.
A gdy było już po wszystkim, zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Przecież to nie jego wina! Znów ona wszystko zepsuła i znów Verdasowi się oberwało. Za nią!
Bo to ona przyszła do jego domu, to ona stanęła pod drzwiami i to ona podsłuchiwała. Nikt nie kazał jej tego robić. To była tylko i wyłącznie jej wola.
- Przepraszam. - szepnęła, a z jej oczu wyleciało kolejnych kilka łez. Przełknęła głośno ślinę i uciekła. Biegła prosto do domu nie oglądając się za siebie. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, rzuciłaby się w ramiona chłopaka stojącego przed wielkim domem. A wtedy byłoby za późno, by odkręcić to wszystko. By znów zacząć go nienawidzić.

                                                                         ***

Zazdrość to straszne uczucie, rzeczywiście. Jednak dużo gorszym i o wiele bardziej dawającym w kość jest poczucie winy. Ta myśl, że gdyby nie ty, twoje postępowania, myśli, życie kogoś innego byłoby o wiele lepsze, szczęśliwsze.
Takie katusze właśnie przechodziła Francesca Restó. Gdyby nie ona, Violetta nie dałaby Leonowi z liścia i nie byłoby całej tej beznadziejnej sytuacji. Skąd mogła wiedzieć, że tak naprawdę polepszyła sprawę? Bo gdyby nie prawie pocałunek, Castillo nie poczułaby zazdrości i nie polubiłaby starszego Verdasa.
Włoszka nie była zdziwiona, że dziewczyna ma powodzenie u chłopaków. W końcu Marco, czego domyślała się na wejściu i Leon, dwaj najprzystojniejsi faceci w Studio On Beat, stracili dla niej głowę. Violetta była piękna i gdyby ktoś zaprzeczył, to tylko z zazdrości. Zwyczajnie popadłby w kłamstwo.
Załamana brunetka usiadła na ławce i wzięła głęboki oddech. Zamknęła oczy, wystawiła twarz do słońca i uśmiechnęła się. Uwielbiała to uczucie, kiedy ciepłe promienie słoneczne muskały jej skórę. Długo jednak nie dane było jej się tym napawać. Chwilę później usłyszała piękny dźwięk. Coś, czego nie da się zlekceważyć.
Podniosła powieki ukazując czarne niczym węgiel tęczówki i spojrzała w stronę chłopaka z gitarą. Serce jej zamarło, kiedy rozpoznała Federa, a na jej twarzy od razu wykwitł uśmiech.

**********
Dobra, ostatnio była jedna fotka, to teraz maszta trzy *,*
Za to rozdział krótki jak nwm -,- Ale już nie miałam pomysłów... Eh...
Mam nadzieję, ze chociaż trochę się podoba,
Ale co to wgl jest? ;OO Zepsułam się jak nie wiem co i już pewnie nie naprawię...
Beznadziejność się szerzy... ;//
Ale dobra, czekajcie na next tego czegoś ;))
Za tydzionek powinien się pojawić...
I dziękuję, że o mnie nie zapomnieliście ^-^

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 8: "Zazdrość o osobę, której się nienawidzi"

Czy to nie dziwne uczucie, kiedy jest się zazdrosnym o osobę, którą darzysz nienawiścią? Unikasz jej, szczerze nie lubisz, aż cię odrzuca! A jednak widok tego kogoś w towarzystwie innej dziewczyny jest bolesny. I to nawet bardzo.
Ale zaraz, zaraz! Wy nie wiecie, o co chodzi...
Szatynka powolnym krokiem doszła pod dom przyjaciela, o ile można go tak nazwać, po czym spojrzała w jedno z okien na pierwszym piętrze. Było otwarte, ze środka dochodził dziewczęcy śmiech. Castillo zmarszczyła brwi, po czym ułożyła palec wskazujący na białym guziku od dzwonka i nacisnęła go. Nie musiała długo czekać. Minęła ledwie minuta, a w drzwiach znalazła się ciemnowłosa dziewczyna z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Ty do Leona? - zapytała, a w jej policzkach pojawiły się identyczne dołeczki, co u chłopaka.
Violetta przełknęła ślinę zrezygnowana. Czy wszyscy próbują dzisiaj wyprowadzić ją z równowagi?
- Nie, do Marco. Jak wyszedł, to nie ma sprawy. Przyjdę innym razem. - powiedziała.
- Spokojnie, jest u siebie. Po prostu większość dziewczyn odwiedza Leona. Sama nie jestem pewna dlaczego. - ostatnie zdanie wypowiedziała cicho, jakby w obawie że któryś z braci ją usłyszy.
"Za to ja wiem. Po pierwsze starszy, po drugie przystojniejszy. Gdzie ty masz oczy?!" - przeszło jej przez głowę. Zaraz skarciła się za coś takiego, przecież wygląd to nie wszystko! Na dodatek dziewczyna była bardzo miła, nie jej wina, że zielonooki tak bardzo zaszedł ciemnookiej za skórę.
- Nie przedstawiłam się. Violetta. - odparła szatynka wyciągając rękę.
- Anabel. Miło mi. - brunetka uścisnęła dłoń koleżanki.
Przez głowę szatynki przeszła jedna myśl.
- Nie obraź się, ale Anabel brzmi tak... poważnie. Co powiesz na Ana? - spytała unosząc brwi.
- Podoba mi się. - stwierdziła druga poszerzając uśmiech. Obie wiedziały, że się polubią. Jednak Castillo nie po to tu przyszła.
- Wiesz... z chęcią bym jeszcze pogadała, ale Marco czeka. - mruknęła lekko zmieszana.
- Jasne, jasne. Zobaczymy się kiedy indziej.
I z uśmiechami się rozeszły. Vilu stanęła przed ciemnymi schodami i powoli weszła na górę. Zadowolona stwierdziła, że dom jest duży, przestronny i jasny. Zdecydowanie w jej stylu. Na ścianach wisiały czarno-białe obrazy, w brązowych drzwiach każdego pomieszczenia wyryto imię właściciela i jakieś dziwne znaczki. Dopiero po chwili zadała sobie sprawę z faktu, że to małe nutki. Zdziwiła się lekko, jednak ruszyła w stronę pokoju Marco.
Kiedy mijała drzwi z napisem "Leon" zdumiona stwierdziła, iż są uchylone. Niesiona instynktem zajrzała do środka i przeżyła szok. Verdas siedział w towarzystwie prześlicznej brunetki i patrzył na nią z uwielbieniem! Dopiero teraz Violetta zrozumiała ich rozmowę.
- To wy jesteście dokładnie tacy sami. - kolejne stwierdzenie w głowie dziewczyny stojącej za drzwiami. Znajdują się zdecydowanie za blisko!
- To znaczy jacy? - Verdas uniósł brwi.
- Idiotyczni i zbyt pewnie siebie.
- Skąd ten wniosek? - Castillo przełknęła ślinę. Poczuła dziwny chłód ogarniający ją od środka. Jakby... zazdrość? Nie, to nie może być to! Ona go nienawidzi!
- Bo chcesz mnie teraz pocałować! - w oczach szatynki zagościły łzy.
- Wcale nie! - zaprzeczył.
- A właśnie, że tak! - drążyła temat.
- Udowodnić?
- Jak najbardziej! - on się jednak nie odsunął. I tego dla dziewczyny było już za wiele. Przetarła załzawione powieki i ruszyła w stronę pokoju przyjaciela. Jednak coś ponownie przykuło jej uwagę i wróciła na miejsce. Był to śmiech przemieszany z piskiem.
Zielonooki łaskotał brunetkę nie dając jej przy tym najmniejszej chwili wytchnienia. Dopiero po kilku minutach zmęczeni opadli na podłogę.
- Wiesz co Fran? Chyba nawet lepiej że do tego nie doszło. - stwierdził z uśmiechem.
- Ale do czego? - zdziwiła się włoszka.
- No do pocałunku! Zrozum, ty kochasz kogoś innego i ja też. To nie miałoby sensu. - wytłumaczył nadal patrząc w sufit.
Violetta znów poczuła ten chłód. Jakby chciała coś rozszarpać. On kocha kogo innego, nie ją.
"Idiotko, weź się uspokój! Ty też go nie kochasz!" - myślała, jednak już nie była pewna co do swojej nienawiści w jego stronę.
- Masz rację. - zgodziła się Fran.
Cisza panowała kolejne kilka minut. Jednak w końcu chłopak przerwał tą głuchą nicość.
- Napisałem coś. Mogłabyś... zobaczyć? - spytał patrząc na Restó z ukosa.
- Jasne! - mruknęła z entuzjazmem.
Para przeniosła się na łóżko i usiedli naprzeciwko siebie. Leon po drodze złapał gitarę i teraz zaczął grać prześliczną melodię patrząc w oczy Francesci.

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si...


Castillo spojrzała na niego ze zdumieniem. Piosenka była niesamowita! Czuła jakby... przywiązanie do tego utworu, do czystego i wyjątkowego głosu chłopaka. Miała dziwną chęć zatrzymania jej dla siebie, zaśpiewania z Verdasem. Nawet nie zauważyła, że ostatnie cztery wersy śpiewał patrząc w jej czekoladowe oczy. Uśmiechał się przy tym wystawiając na światło dzienne swoje śnieżnobiałe zęby.

                                                                             ***
Długonoga blondynka usiadła na swoim łóżku i rozejrzała po sporych rozmiarów pomieszczeniu. Jej pokój był szaro różowy i aż emanował radością. Osoba, która w nim przebywała, nie mogła się nie uśmiechać. Przynajmniej z takiego założenia wychodziły osoby postronne. Ludmile nie raz zdarzało się ronić łzy w tym miejscu.
Nie dane było jej długo rozmyślać o swoim powrocie. Chwilę później dostała sms-a od jednej ze swoich przyjaciółek.

Od: Naty
Kochana, wróciłaś już? Jak ja się cieszę!! <33 Chciałabym pogadać, masz trochę czasu??

Ferro uśmiechnęła się do ekranu i nie czekając na nic odpisała.

Do: Naty
No pewnie skarbie, dla cb zawsze <33 Za godzinę w parku?? ;**

Wcisnęła "wyślij" i oblizała zeschnięte wargi. Już nie mogła doczekać się spotkania z ciemnowłosą Natalią. Były jak siostry, nierozłączne i nieokiełznane. Wariatki do kwadratu!
Chwilę później przyszła odpowiedź.

Od: Naty
No pewnie, to do zobaczyska *,*

Ludmiła odłożyła telefon na szafkę nocną i zaczęła wyjmować rzeczy z walizki. "Noszone do kosza na bieliznę, czyste do szafy" - powtarzała pod nosem w skupieniu. Mała zmarszczka pojawiała się między jej brwiami w takich sytuacjach i każdy wiedział, że dziewczyna jest w pełnym skupieniu. Wszyscy uważali, że to jednocześnie urocze i zabawne.

**********
No to taki na rozkręcenie ;))
Mam nadzieję, że jako tako trzyma się kupy, bo niby se przypomniałam, ale już sama nie wiem ;D
Dodam tylko, ze rozdziały będą dodawane raz w tygodniu, czasami częściej, ale to serio czasami!
Jak widać posty usunęłam, nie zaśmiecają bloga xdd
Tamto badziewie to normalnie katorgia ;//
Yyyy... zakładki też zaktualizowane ;3
Więcej zrobić nie zdążyłam ;( Nauka kurde mnie dobija...
A co do rozdziału, mam nadzieję, że się podobał <33

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 7: "A połączyła ich... nieodwzajemniona miłość"

Tęsknić, mimo iż widziałeś tę osobę kilka godzin temu? Pragnąć ponownego spotkania dobrze wiedząc, że znacie się tylko te parę setek minut? To trochę dziwne, nieprawdaż? A jednak Marco trzymał w ręku telefon z wybranym numerem Castillo. Brakowało mu tylko odwagi, aby wcisnąć zieloną słuchawkę. Mimo, iż tak tego pragnął, nie potrafił. Nie umiał.
Fakt, Violetta mu się spodobała. Jest ładna, a nawet piękna, umie wyrazić własne zdanie, nie jest płochliwą myszką. Ale to nie miłość, zwykłe zauroczenie. Jednak nie można pominąć chęci skosztowania czegoś więcej niż zwykłej przyjaźni pojawiającej się u bruneta.
Ciekawy jest też fakt, że tak szybko zapomniał o rudowłosej przyjaciółce. Czyżby to uczucie przepadło? Zniknęło w otchłani, ciemnej dziurze przez piękną dziewczynę?
- Idiota z Ciebie! Ona jest dwa lata starsza, nigdy nie spojrzy na kogoś takiego jak ty! - mruknął i zablokował telefon, po czym rzucił się na łóżko zrezygnowany.
Ale zaraz, zaraz! Co mówił jego ojciec, kiedy jeszcze mały wtedy Verdas zorientował się, że jego tata jest starszy od mamy o dziewięć lat? "Synku, różnica wieku nie ma znaczenia. Liczy się uczucie". Dokładnie! Mało tego, przecież chodzi o przyjaźń!
Ponownie sięgnął po komórkę i tym razem bez wahania zadzwonił do pięknej szatynki. Odebrała po trzech sygnałach, które w jego głowie dłużyły się niemiłosiernie.
- Cześć Marco! - chłopak uśmiechnął się w myślach na tak ciepłe powitanie z jej strony.
- Hej Violetta! - powiedział trochę zbyt entuzjastycznie. - Masz może trochę czasu?
- Zależy na co. - mruknęła wzdychając. Nudziło jej się strasznie, więc z pewnością go znajdzie.
- Na krótką wizytę w moim domu? - zaproponował z dość dobrze wyczuwaną nutką nadziei.
Castillo zaświeciły się oczy. Z chęcią spędziłaby trochę czasu z kimś takim jak Marco. Nie mogła zaprzeczyć, polubiła go. Jednak była jedna przeszkoda...
- A będzie twój brat? - pytanie wypowiedziała tak oschłym tonem, że aż sama się przeraziła.
- Leon? Nie, siedzi z Diego w pokoju. Podejrzewam, że niedługo zjawi się jeszcze Fran i Maxi... Ale po co ja ci to mówię? W każdym razie, nie natkniesz się na niego. - odparł.
- W takim razie za godzinę u Ciebie. - Vilu podjęła decyzję, po czym szybko się rozłączyła.
Marco nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę! Niedługo spotka się z nią. Będzie siedziała obok, rozmawiała z nim, śmiała się. Zapomniał tylko o jednym małym szczególe. Przecież ona nie ma ich adresu! Szybko wysłał dziewczynie sms-a z danymi, po czym skierował się ku łazience w celu odgarnięcia rozczochranej grzywki z czoła.

                                                                        ***

Włoszka weszła do domu przyjaciela rozglądając się wokoło. Znała te korytarze jak własną kieszeń, mimo wszystko za każdym razem kiedy tu przychodziła, pochłaniała wzrokiem wystrój.
Weszła powoli po ciemnych, drewnianych schodach i stanęła jak wryta. Z łazienki na piętrze wyszedł Marco z mokrymi włosami, ubrany w ciemne rurki z obwisłym krokiem i szarą koszulkę z nadrukiem. Fakt, miał specyficzny styl, jednak pasował do niego.
Chłopak odwrócił się czując na sobie czyjś wzrok. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, po czym podszedł do Francesci i spojrzał jej w oczy.
- Ty do Leona, co nie? - zapytał, a dziewczyna poczuła motyle w brzuchu. "Jeśli tylko zechcesz, zostanę przy tobie" - myślała, jednak pod wpływem emocji przytaknęła. - Proszę, przekaż mu, żeby nie wychodził z pokoju. A jeśli już będzie musiał, to niech uważa, bo Violetta przychodzi i obiecałem jej, że się na niego nie natknie.
Włoszką wstrząsnęło. Do Marco przychodzi inna dziewczyna, to nie z nią spędzi to popołudnie. Spuściła głowę, a kiedy ją podniosła, chłopak zniknął. W jej oczach ponownie zagościły łzy. I właśnie w tej chwili przypomniała sobie spotkanie z Federico. To on był przy niej, kiedy cierpiała, pocieszał ją. Mimo że go nie znała, widziała tylko raz, chciała uciec i zamieszkać z nim już na zawsze.
Musiała być silna.
Brunetka uniosła głowę z godnością, otarła mokre policzki, odwróciła się napięcie i zapukała w drzwi pokoju przyjaciela. Kiedy usłyszała tak charakterystyczne dla niego "wejdź", pociągnęła za klamkę i znalazła się w środku.
Verdas miał wielkie szczęście, że nim Diego opuścił jego królestwo, pomógł mu ogarnąć bałagan. Inaczej Restó z pewnością by się przeraziła. A to zdecydowanie nie podziałałoby na korzyść żadnej ze stron.
- Ymm... Marco mówi... - zaczęła, jednak chłopak jej przerwał.
- "Hej Leon, jak ja się cieszę, że mogłam tu przyjść" - powiedział kpiącym głosem, a na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. - Cześć Fran! Jak dobrze Cię widzieć!
- Oj już się nie zgrywaj. - mruknęła oblizując malinowe usta.
- Dobra, to co takiego mówił mój najukochańszy braciszek? - zapytał zielonooki przy okazji wskazując miejsce obok siebie na łóżku. Włoszka usiadła, po czym spojrzała na niego.
- Prosił, abyś nie wychodził z pokoju, bo jakaś Violetta do niego przychodzi. Kimkolwiek ona jest. - na te słowa Leon pobladł. Przybrał nienaturalną barwę skóry, a wszystkie jego mięśnie momentalnie się spięły. "Jak on może?! Umawiać się z dziewczyną, którą kocham?" - to właśnie te słowa jako pierwsze pojawiły się w jego głowie. - Coś się stało?
Francesca od razu zauważyła zmianę w zachowaniu przyjaciela. Musiała więc jakoś zareagować.
- No bo ja właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. - odparł zrezygnowany.
- To znaczy o czym?
Verdas popatrzył głęboko w oczy dziewczyny i wziął głęboki oddech. Chciał mieć pewność, że ta rozmowa zostanie między nimi. Stąd jego słowa:
- Obiecaj, że to nie wyjdzie poza nas.
- Obiecuję. - stwierdziła bez wahania włoszka. Nie należała do plotkarek, wydawanie cudzych sekretów zupełnie jej nie rajcowało.
Szatyn zamknął oczy by się odstresować, po czym jeszcze raz opowiedział całe wczorajsze zajście. Ku jego zirytowaniu, brunetka na wieść o felernej pomyłce zareagowała dokładnie tak samo jak Dominguez. Wybuchła niekontrolowanym śmiechem, a policzki zielonookiego pokryły wielkie rumieńce.
- I z czego się tak śmiejesz?! - syknął.
- Z twojej głupoty! Nic dziwnego, że dziewczyna Cię znienawidziła. - powiedziała nadal zwijając się ze śmiechu.
- Jezu, wy wszystkie jesteście dokładnie takie sam! - mruknął wywracając oczami.
- Ale jesteś tego pewien? - padło pytanie z ust dziewczyny.
- W zupełności. - odpowiedział szatyn lekko się do niej przybliżając.
- Całkowitej? - odległość między nimi jeszcze bardziej się zmniejszyła.
- Najcałkowitszej na świecie. - szepnął chłopak w jej usta nie do końca pewien, czy takie słowo w ogóle istnieje.
- To wy jesteście dokładnie tacy sami. - mruknęła. Teraz dzieliły ich tylko milimetry.
- To znaczy jacy? - Verdas uniósł brwi.
- Idiotyczni i zbyt pewnie siebie.
- Skąd ten wniosek? - jego oczy zaświeciły się niebezpiecznie.
- Bo chcesz mnie teraz pocałować!
- Wcale nie! - zaprzeczył.
- A właśnie, że tak! - drążyła temat.
- Udowodnić?
- Jak najbardziej!
On jednak nie umiał się odsunąć. Oboje byli nieszczęśliwie zakochani, może ich związek ma sens? A połączyła ich... nieodwzajemniona miłość. Zdecydowanie coś w tym jest. Szatyn widział tylko jedno rozwiązanie. Położył dłonie na talii dziewczyny i zaczął ją delikatnie łaskotać, co wywołało u niej falę niekontrolowanego śmiechu. Sam nie wiedział dlaczego, ulżyło mu. Nie chciał tego pocałunku. Zdecydowanie lepiej jest tak, jak teraz. Przyjaciele.

                                                                        ***

Śliczna blondynka stała na marmurowych płytach powierzchni lotniska czekając na ojca. Dokładnie dziesięć minut temu wróciła z wakacji we Włoszech na ostatni już rok nauki w Studio On Beat, którego dyrektorem był jej tata - Pablo. Matka dziewczyny zmarła na raka pięć lat temu, a po pogrzebie pan Ferro kompletnie się załamał. Został ojcem w młodym wieku, miał zaledwie szesnaście lat. W wieku trzydziestu już był wdowcem.
To właśnie córka pomogła mu wrócić do pełni sił. Zaczął spotykać się z jedną z nauczycielek w szkole, Angie i teraz tworzyli zgraną rodzinę. Wszyscy byli szczęśliwi.
- Kochanie, możemy już iść. - powiedział mężczyzna wracając do dziewczyny.
Ona bez słowa złapała rączkę jednej fioletowej walizki i pociągnęła ją ku wyjściu. Wiedziała, że ten czas będzie magiczny. Został jej tylko rok w tym niesamowitym miejscu i nie może go zmarnować. Później zacznie spełniać marzenia i na przyjaciół może nie być czasu. Wszyscy rozjadą się po świecie, nie będzie już widywała szmaragdowych oczu swojego byłego chłopaka Leona, roześmianej twarzy Francesci, głupich min Diego, zawsze rozczochranej grzywy Marco, rudych włosów i kolorowych ciuchów Camili.
Po chwili zdała sobie sprawę, że przez to wszystko znów wpada w dołek. Pospiesznie wyrzuciła z głowy ponure myśli i uśmiechnęła się. Wiedziała, że tak jest lepiej. Bo przecież nie warto przejmować się odległą przyszłością.

 **********
Macie i się cieszcie ^^
Jakoś udało mi się to napisać ♥
Jeny, całkiem szybko mi to poszło ;P
Na dodatek krótki też nie jest *.* Tak mi się przynajmniej wydaje, że to jeden z dłuższych xd
Tak, fragment z Leoncescą <3 Może nie najlepiej napisany, jednak mi się końcówka podoba ;*
Ach, może wezmę się za next i dostaniecie go w czwartek? Kto wie?
Ale pytanie. Czy wam nie jest za dobrze?
Kochająca was... AXITA! ♥

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 6: "Bak euforii jest równy z tragedią"

Zobaczenie przyjaciela, który jest dla Ciebie na prawdę ważny w stanie rozsypki, jest jak wbicie noża w gardło. Nie w serce, w gardło, bo nie wiesz, co powiedzieć, jak go pocieszyć, a ty sam wcale nie cierpisz tak, jakby Ci się wydawało.
Verdas leżał na łóżku brzuchem do dołu, wokół niego walało się pełno zużytych, pozwijanych w kulki chusteczek. Pod oknem znajdowała się gitara, w stanie nie nadającym się do używalności. Struny sterczały na różne strony, jakby ktoś poprzecinał je nożyczkami.
- Stary, co Ci jest? - Dominguez nie krył podziwu i zdziwienia. Dwóch uczuć, które towarzyszyły mu od wejścia do jego pokoju i nie odpuszczały.  
- Weź mnie nie dobijaj! - odezwał się jego przyjaciel w poduszkę, a chłopak stojący w morzu chusteczek ledwo to usłyszał. Ale usłyszał!  
- Dobra, powiesz, co się stało czy mam tu stać jak ten słup na uboczu?! - zapytał wbijając wzrok w nieruchomą postać na łóżku.
Leon podniósł się do pozycji siedzącej i Diego przeżył ponowny szok. Twarz zielonookiego wyglądała jak po niezłych przejściach. Cała czerwona, podpuchnięta, gdzieniegdzie jeszcze wilgotna od słonych łez.
- Siadaj. - zakomenderował poszkodowany wskazując wolne miejsce obok. Wolne, jeśli nie liczyć masy białej papki na którą składały się chusteczki higieniczne i woda.
Dominguez podszedł do łóżka, odgarnął wspomnianą wcześniej masę i usiadł. Kolejną jego czynnością było przeniesienie wzroku na przyjaciela. Sam nie wiedział, czy chce usłyszeć co się stało. Z pewnością nie było to nic dobrego, godnego pochwały. Już miał się odezwać, zadając kolejne zachęcające pytanie, kiedy głos zabrał drugi chłopak.
- Zakochałem się. - rzekł spuszczając głowę.
Diego spojrzał na niego jak na wariata. On zakochany? To w ogóle możliwe?
- No to gratki! - odparł poklepując szatyna po plecach.
- Ale to nie wszystko! Ona mnie nienawidzi. - kiedy Leon wypowiedział te słowa, po jego policzku spłynęła kolejna łza. Samotna, już bez zbędnego potoku.
- Cccco? Co ty jej takiego zrobiłeś? I jak to się stało? Albo nie, kto to jest? - brunet sypał pytaniami niczym Święty Mikołaj prezentami coraz to bardziej irytując swego przyjaciela.
- Przystopuj, przecież wiesz, że i tak wszystko Ci opowiem. - mruknął Verdas i biorąc głęboki wdech, zaczął swój monolog. - Poznałem ją wczoraj w parku. Upadła, zdeptałem ją, oczywiście niechcący i zaniosłem do domu. Później byliśmy na tym całym spotkaniu biznesowym. Okazało się, że to jej ojciec jest wspólnikiem mojego taty. Poszliśmy razem do jej pokoju, zaczepiła sukienką o mój pasek i kiedy chciała ją wyciągnąć... Marco i jej brat posądzili ją o coś. To by było na tyle.
- Zaraz zaraz! Zakochałeś się w dziewczynie, którą znasz jeden dzień? - zapytał Hiszpan stawiając wielkie oczy. "To tak się w ogóle da?" - myślał.
- Jak widać.
- Dobra, a o co takiego Marco ją posądził? - po tych słowach Diego wyraźnie zauważył, że zielonooki się zmieszał.
- O pewną bzdurną czynność. - szepnął słabo.
- Jaką czynność? - dociekał brunet.
- Robienie mi laski. - wypowiedział Verdas czerwony jak burak.
Dominguez wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, za co dostał kuksańca w bok od zielonookiego. Wiedział, że to nie jest dla niego przyjemne, ale musiał coś zrobić. Tylko co?
- I mam Ci w tym pomóc? Ale jak? - spytał zainteresowany.
- Szczerze? Myślałem, że sam coś wymyślisz. - odpowiedział drugi.
- Trzeba było pomyśleć bardziej i wpaść na to, że Fran jest lepsza w takich sprawach. - zasugerował Hiszpan.
- Masz rację. Z nią też muszę pogadać.
Teraz przynajmniej Leon poczuł się lepiej. Może nieznacznie, ale zdecydowanie przyjemniej było mu na sercu widząc, że ma komu zaufać.

                                                                              ***

Młoda Hiszpanka szła ulicami miasta wdychając świeże powietrze. Jej krótkie, czarne loki rozwiewał wiatr, błyszczące oczy wodziły dookoła patrząc na szczęśliwe pary, rozbawione dzieci i ich matki, staruszkę robiącą na drutach. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Tylko ona miała okropny humor. Jako jedyna z całego Buenos Aires.
W końcu zrezygnowała ze spaceru i usiadła na drewnianej ławce pomalowanej białą farbom. Uniosła głowę i zaczęła wpatrywać się w niebo. Te śnieżne obłoki sunące po niebie, każdy innego kształtu. Błękit rozkwitający pod nimi niczym błyszcząca łuna. Zawsze kochała przyrodę i coś takiego wywoływało niezwykle promienny uśmiech na jej twarzy.
- Nathalia? - usłyszała tak dobrze znany jej głos. To właśnie posiadacz owego dźwięku wprawił ją w ten ponury nastrój.
- Maxi, zostaw mnie. - powiedziała nawet na niego nie patrząc i potrząsnęła głową.
- Widzę, że jest Ci źle. Jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy się wspierać. - odparł siadając obok. Chciał ją objąć, jednak ona szybko się odsunęła. Fakt, od zawsze jej się podobał, może nawet go kochała, ale po tym wszystkim nie miała najmniejszej ochoty na jego towarzystwo.
- A co Cię w ogóle obchodzi, jak się czuję? - zadała pytanie powoli odwracając się w stronę chłopaka.
- Dobrze wiesz, że zależy mi na tobie. - odpowiedział cały czas bacznie wyczekując jej reakcji.
Ona jednak nie chciała tego słuchać. Jasne... zależy mu na niej, a wcześniej przytulał inną! Wtedy jakoś nie obchodziło go, co ona czuje, że to widzi, że zazdrość rozpiera ją od środka. To głupie kłucie w sercu potrafi tyle zdziałać, nieprawdaż? Jedni je zbywają, ale jest to bardzo nieliczna grupa. Inni za to robią wszystko, aby zmienić swoje przeznaczenie, co jest zupełnie bez sensu. Jeszcze inni płaczą po kątach z powodu bezradności, a sami boją wykonać się ten "pierwszy" krok. Nathalia należała właśnie do tej ostatniej grupy.
Zawsze w nocy, ze łzami tłoczącymi się do jej ciemnych oczu, wyrzucała sobie, że nigdy nie umie odezwać się, zadziałać, pocieszyć, pomóc. Już zdobywała się na odwagę, "następnego dnia pójdę i powiem mu wszystko!", a gdy przyszło co do czego, najzwyczajniej traciła odwagę.
- Daj mi wreszcie spokój. - mruknęła, po czym wstała i chciała odejść. Jednak szatyn złapał ją za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
- Powiedz mi jedno. Co ja Ci takiego zrobiłem? - zapytał wstając. Teraz patrzyli sobie w oczy. On twardo, jakby chciał kogoś zabić, ona przez zasłonę łez, które usilnie próbowała zatrzymać, jednak czuła, że zaraz nie wytrzyma i wybuchnie.
- Powiedziałam daj mi spokój! - krzyknęła, wyrwała rękę z jego uścisku i już zupełnie obojętna na wszystko uciekła. Wiedziała, że takim sposobem nie poprawi swoich stosunków z nim. Ale nie umiała, nie mogła. Zresztą mało która dziewczyna umie jako pierwsza powiedzieć chłopakowi, że go kocha.
Ponte za to usiadł ponownie na tej ławce i ze zdezorientowaną miną wpatrywał się w sylwetkę biegnącej dziewczyny. Tak bardzo chciał ją przytulić, pocieszyć. Szkoda tylko, że ona czuła zupełnie co innego.

                                                                         ***
 
Restó siedziała w swoim pokoju wpatrując się w stertę ubrań na łóżku. Mama kazała jej zrobić porządek z szafą. Miała tyle ciuchów, których już nie nosi, że aż prosiło się, aby je wyrzucić. Nie minęła minuta od zabrania się za pracę, kiedy jej telefon zaczął dzwonić.
Spojrzała na wyświetlacz: Leon. Czym prędzej wcisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła komórkę do ucha.
- Co jest? - zapytała bez entuzjazmu.
- A może by tak dzień dobry lub Leon! Jak dobrze Cię słyszeć! - zadrwił szatyn.
- Oj nie zgrywaj się i gadaj. - mruknęła, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. On zawsze potrafił ją pocieszyć.
- Przyszłabyś do mnie? Chciałbym pogadać. - odparł już bardziej ponuro.
- Jasne, ale kiedy?
- Najlepiej zaraz. - powiedział przełykając ślinę.
- Będę jak najszybciej. - stwierdziła Włoszka, po czym pożegnali się i rozmowa została zakończona.
Brunetka jeszcze raz spojrzała na górę kolorowych ubrań, po czym machnęła ręką i skrzywiła się.
- Później to zrobię. Przyjaciel ważniejszy. - szepnęła, po czym wyszła z domu trzaskając drzwiami.

**********
No to witajta, teraz nowiutki rozdział ^^
Nikt go nie czytał, na tamtym blogu historia zakończyła się przy piąteczce ;3
Mam też nadzieję, że jest dłuższy, starałam się ♥
Kiedy next? Może jutro, jak się baaaardzo postaram, ale mam pełno nauki -.-
I to mnie dobija...
Na dodatek Ally odchodzi! Nie wiem ile bez niej pociągnę -__-
Bez jej bloga <3

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 5: "Skąd ona się tu wzięła?"

Nie ma wątpliwości, że ludzie zwykle nie ufają wrogom swoich bliskich. Po prostu czują potrzebę dokopania osobom, które skrzywdziły jego przyjaciela, brata, matkę, ojca. Nieważne kogo, ważne, że kocha się tę osobę. A ktoś inny zadaje jej ból, który ona ledwo unosi na swoich i tak silnych ramionach.
Jakie więc musiało być zdziwienie panienki Castillo, kiedy w jej pokoju pojawił się Marco. Osoba, której najmniej się spodziewała. W końcu pod pewnym względem skrzywdziła jego brata. I zdawała sobie z tego sprawę. Przecież starszy Verdas chciał naprawić ich stosunki a ona sama zwyczajnie go spławiła! Fakt, niby go nienawidzi, ale każdy zasługuje na drugą szansę. Drugą szansę, której teraz nie mogła mu dać. Wiedziała, że po tym wszystkim nie będzie w stanie. Zwyczajnie postara się go unikać.
- Przepraszam za brata. - powiedział speszony Marco. Nie wiedział, jak załatwić sprawę, z którą do niej przyszedł. Pierwszy raz to robił. Miał zerowe doświadczenie i dobrze o tym wiedział. Tak łatwo mógł popełnić gafę. A jednak... dziewczyna patrzyła na niego zupełnie inaczej niż się spodziewał.
- Spokojnie, nie mam mu tego za złe. To był... wypadek. - stwierdziła Violetta z lekkim uśmiechem. "Wypadek z mojej winy" - pomyślała i lekko się skrzywiła. Jej wina, a znienawidziła go jeszcze bardziej. Co to za sprawiedliwość?
- To dobrze. Już myślałem, że wywalisz go z domu. - odparł szatyn pokazując swoje białe zęby.
Z jaką sprawą do niej przyszedł, pewnie się zastanawiacie. Podejrzewam, że wiele z was już się tego domyśla, jednak warto o tym wspomnieć, dla większego rozjaśnienia sprawy.
Verdas dobrze wiedział, że jest przegrany. Camila nigdy na niego nie spojrzy. A przynajmniej nie tak, jakby chciał. Miał także tę pewność, że rudowłosa podkochuje się w jego bracie, który to... no łagodnie mówiąc, nigdy nie chciał z nią być. Oboje nieszczęśliwie zakochani. Chociaż... nie do końca! Dla Marco pojawiła się szansa, której nie chciał zmarnować. Już kilka miesięcy temu obiecał sobie, że jeśli kiedyś ponownie dostanie strzałą amora, nie da się tak łatwo usunąć z drogi zwanej pozornie szczęściem.
Co więc do tego wszystkiego ma Violetta? Bo to właśnie jej urok olśnił szatyna. Kiedy tylko ją zobaczył, wiedział, że jest wyjątkowa. Inna niż wszystkie.
- Siadaj. - Castillo poklepała kawałek narzuty obok siebie. - Jak dalej będziesz tak stał, poczuję się naprawdę dziwnie.
Marco uśmiechnął się promiennie i usiadł obok szatynki. Cieszył się, że nie wygoniła go z pokoju. A ze swoim temperamentem spokojnie mogła to zrobić. Raczej nic by jej w tym nie przeszkodziło.
Długi czas rozmawiali. Głównie o muzyce, która jak się okazało, była ich wspólnym hobby. Violetta już chciała poprosić Verdasa o wykonanie piosenki, kiedy ten zboczył na bardzo niebezpieczny temat. Przynajmniej dla niego taki był.
- Co takiego zrobił Ci Leon? - zadał to pytanie niepewnie, ale od dłuższego czasu nie dawało mu ono spokoju i chciał się pozbyć go z głowy.
- Ale w jakim sensie? - dziewczyna już wiedziała, że nie będzie zbyt miło. W końcu Leon był jej wrogiem, osobom, której nienawidziła ponad wszystko.
- Chodzi mi o to pytanie. Co zrobił, że bolała Cię stopa. - wytłumaczył już z większą pewnością siebie. Jednak nie na tyle, by odetchnąć z ulgą.
Castillo niechętnie opowiedziała mu całe felerne zajście i ze zdziwieniem uznała, że poczuła ulgę. Coś, czego się nie spodziewała. W końcu miała kogoś, komu spokojnie mogła się wygadać. Bez obaw, że osoba niepożądana przejmie jej sekret.

                                                                           ***

Następnego dnia
Hiszpan siedział na kanapie oglądając jakieś romansidło ze swoją matką. Już nie wytrzymywał, nudził się na maksa. Przynajmniej on tak uważał. Ale co innego miał do roboty? Znów siedzieć godzinami na portalach społecznościowych? Przebywać z ludźmi, którzy nie mają własnego życia? Nie, obiecał sobie, że ograniczy tę czynność. Jednak spędzanie czasu z rodzicielką było takie uciążliwe! Już wiedział, że musi coś z tym zrobić, bo zwariuje.
Aż w końcu nadeszło to, czego tak bardzo pragnął. Telefon w jego kieszeni gwałtownie zawibrował, dając znak, że ktoś pragnie rozmowy z nim. Chłopak wyjął przedmiot z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. "Wariat Leosiek". Co miał zrobić? Odebrał jak najszybciej zwijając się z pola widzenia płaczącej kobiety.
- Stary, ratujesz mi tyłek. - odparł z poczuciem ogarniającej go ulgi. Wiedział przecież, że z Verdasem nie można się nudzić.
- Cieszę się, ale... mam pewien problem. Będziesz za chwilę? - po tych słowach szatyn wiedział, że coś jest nie tak. Brak ekscytacji, zadowolenia ze strony przyjaciela równał się praktycznie tragedii. Przecież Leon zawsze jest nieogarniętym wariatem skaczącym po łóżkach! To on rozkręca każdą imprezę swoim "tańcem łamańcem". Bez niego to nie to samo, a równie przygnębiony był tylko jeden raz. A przynajmniej tylko ten jeden raz utkwił w pamięci Diego. Mianowicie po śmierci pięcioletniej siostry. Co mogło się teraz stać? Na pewno nic dobrego.
Dominguez złapał szarą bluzę z sypialni i wybiegł z domu żegnany słowami "dlaczego on musiał wpakować się pod ten pociąg, no dlaczego?!". Chłopak wywrócił oczami i pognał pod dom zielonookiego. Przemierzał uliczki Buenos Aires z niepokojem wymalowanym na twarzy. Martwił się, to chyba jasne.               
Przed drzwiami znalazł się w mgnieniu oka. Zapukał i po dłuższej chwili czekania otworzyła mu rozpromieniona dziewczyna. Miała długie, brązowe włosy, które przywodziły na myśl pofalowaną korę drzew, zarumienione policzki, przypominające dojrzewające maliny i zielone oczy. Dokładnie takie same jak Verdas.
Diego jej nie znał. Pie
rwszy raz w życiu ją widział. I to jeszcze w domu przyjaciela? W każdym bądź razie, wiedział o niej jedno. Była śliczna i tyle w temacie!
- Cześć, ty do Leona? - zapytała z uśmiechem na twarzy. Hiszpan mimowolnie go odwzajemnił.
- Tak. - udało mu się tylko wydusić ze swojego mocno zaciśniętego gardła.
- Wejdź. Czeka na ciebie. - stwierdziła dziewczyna wskazując wnętrze domu. Dominguez spełnił jej prośbę i przestąpił próg, po czym błyskawicznie odwrócił się w jej stronę. - Jestem Anabel.
- Diego, miło mi. - chłopak uśmiechnął się, po czym uścisnął jej dłoń i wygnał do pokoju Leona. Na flirty będzie później czas, teraz wzywa przyjaciel w potrzebie.
Szatyn stanął przed pokojem Verdasa i powoli otworzył drzwi. Wiedział, że jest źle, ale żeby aż tak? Krótko mówiąc to, co tam zobaczył, zszokowało go.

**********
Selenator bez Sel na blogu? Nie ma szans! ^^
Mam nadzieję, że wam się podoba ;**
6 prawie gotowa XD Dobra (albo i nie) nowina dla fanek Naxi!
Mam zamiar troszkę się na nich skupić, ale niekoniecznie tyczy się to sielanki ;33
A co do walentynek... nie obchodzę, jednak mam nadzieję, ze było wam miło ♥
P.S. Wiem, że wyniki konkursu miały być dzisiaj, ale... macie czas do juterka, więc jak ktoś jeszcze pracy nie wysłał, a ma taką ochotę, to śmiało do 13:00 można słać ^^

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 4: "Czy ona robi mu...?"

Co zrobić, kiedy znienawidzona przez ciebie osoba nagle Cię nawiedzi? Pojawi się w twoim domu jakby nigdy nic, a ty będziesz musiała się z nią cackać przez cały wieczór. Na dodatek, przez wzgląd na stosunki ojca z rodzicami tej osoby, masz obowiązek być dla niej miłym.
Na samą myśl o zielonookim szatynce robiło się niedobrze. A co dopiero, kiedy uświadomiła sobie, że będzie musiała spędzić z nim sporo czasu? Czuła, że każda część ciała odmawia jej współpracy. Najzwyczajniej wiotczeje.
- Violetta, Federico, przywitajcie się z gośćmi. - mruknął ich ojciec i delikatnie popchnął swoje dzieci w stronę rodziny Verdasów. Nawet nie wiedział, co wydarzy się tego wieczoru.
Panienka Castillo udawała, że nie zna zielonookiego. Zachowywała się, jakby go zobaczyła pierwszy raz. Ale on musiał ją zdradzić!
- To ty! - krzyknął z entuzjazmem na jej widok. - Jak noga? Już nie boli? Przepraszam bardzo!
Oczywiście nie obyło się bez pytań. Jednak dziewczyna zgrabnie, acz z lekką irytacją, spławiła grupkę ludzi dopytujących się o jej zdrowie. Nie chciała teraz opowiadać tej pechowej sytuacji. Zwyczajnie nie miała na to ochoty.
Wszyscy zasiedli do stołu. Kiedy Violetta usłyszała imiona chłopaków, pierwszy raz dostrzegła Marco. Wyglądał na młodszego, ale nie dałaby sobie uciąć ręki. W końcu każdy popełnia błędy. Nie mogła też zaprzeczyć, że jest przystojny. Jednak w jej głowie od razu pojawiła się myśl: "Bratu nie dorównuje do pięt", za co surowo się skarciła.
Kolacja przebiegła spokojnie. Zero słów, więc również zero kłótni. Bo jak można się kłócić, nie odzywając się do siebie? Nie można! Jednak musiało nadejść najgorsze. Chwila, w której ojciec poprosił dzieci o odejście od stołu.
- Idziemy do mnie. - zakomenderowała Violetta i od razu skierowała się w stronę swojego pokoju. Nie zdawała sobie sprawy z faktu, że podąża za nią tylko jedna osoba. Znienawidzony chłopak. W końcu Federico buja w obłokach po spotkaniu z piękną włoszką, a Marco oddalił się do toalety.
Weszła do swojego królestwa i odwróciła się. Na widok bruneta stojącego w drzwiach mina jej zrzedła.
- A gdzie reszta? - zadała pytanie dość oschłym tonem.
- Nie wiem. Nie zwróciłem uwagi. - powiedział chłopak mrużąc oczy. Wyczuwał oziębłość Violetty. Chłód, który go ranił. Zadawał jego sercu tak wiele bólu.
- Dobra, to zamknę drzwi. - rzuciła Castillo od niechcenia i podeszła do chłopaka.
Leon cały czas stał w progu, a że dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru prosić go o cokolwiek, obeszła go i sama je przymknęła. Tak, przymknęła, nie zamknęła. Nie chciała siedzieć z nim bez żadnej możliwości zawołania pomocy. A rusz Fede przejdzie tamtędy i stwierdzi, że nie będzie przeszkadzał? Nie, tego by nie zniosła!
Jednak nie przewidziała jednego. Kiedy się cofała, jej sukienka zaczepiła się o pasek Verdasa i nie chciała ponownie opaść na jej gołe nogi. 
- Nosz kurdę, czemu ja mam takiego pecha?! - zaklęła pod nosem i spojrzała na Leona spode łba.
Żadnemu nie uśmiechała się myśl majstrowania przy ubraniu drugiego. Jednak Violetta miała dość bliskości bruneta i jako pierwsza zaczęła siłować się z sukienką. Lecz bez skutku. Zielonooki widząc jej zmagania dołączył do niej, ale to sprawiło, że sukienka jeszcze bardziej utkwiła w części garderoby chłopaka.
- Leon, dość! - stwierdziła zirytowana. - Mam pomysł. Ale nie ruszaj się!
Po tych słowach Castillo ukucnęła przed nim. Jej twarz znalazła się dokładnie przed czułym punktem chłopaka. Dorwała się do paska i zaczęła wyciągać sukienkę. Jednak z marnym skutkiem.

                                                                          ***

Tym czasem Federico przechadzał się po domu z talerzykiem ciastek. Wcinał je w ekspresowym tempie i rozprawiał z towarzyszącym mu w tej czynności Marco o piłkarzach. Nie wiedzieli, że za chwilę przeżyją jedną z najdziwniejszych chwil w swoim życiu.
Kiedy przechodzili obok pokoju Violetty, bliźniak zajrzał w szparę między drzwiami, a ścianą i ręce mu opadły. Ciastko wraz z papierowym talerzykiem wylądowało na podłodze. Jego oczy przybrały wielkość spodków do kawy. Marco zareagował podobnie. Z tym, że do wielgachnych oczu doszła jeszcze buzia otwarta na całą szerokość.
- Violetta. - jęknął Leon lekko podskakując.
Federico nie wiedział, co robić. Że jego siostra? W takiej sytuacji? To przecież niemożliwe!
- Czy ona robi mu...? - pierwszy otrzeźwiał Marco, jednak nie na tyle, by dokończyć swoją wypowiedź.
- Nie Marco, nawet tak nie mów! - zaprzeczył od razu Federico. Pierwszy raz nie wierzył w to, co widział. A przecież miał dowód! I to kilka metrów przed sobą.
- Ale widzisz! Widzisz, co oni robią. - pisnął Marco zdziwiony. Nigdy nie sądził, że przyłapie brata w takiej sytuacji. Nigdy o tym nawet nie pomyślał!
- Słuchaj, moja siostra nigdy nawet chłopaka nie miała, a ty, że to robi! - szepnął Fede odrywając wzrok. Nie mógł już na to patrzeć.
- Ale sam zobacz.
- Marco, nie i już! To niemożliwe! - bliźniak ponownie zaprzeczył.
- Ale Fede, ona robi mu laskę! - krzyknął Marco pod wpływem emocji. Popełnił błąd. I to dość duży.
Violetta czym prędzej oderwała się od paska Leona i przerażona spojrzała na Marco. Co on powiedział? Ona Leonowi laskę? W snach! 
Verdas za to również chciał zobaczyć, kto posądził Violettę o tak bzdurną czynność. Odwrócił całe swoje ciało w kierunku drzwi, ale coś było nie tak. Poczuł tylko, jak nogi uginają się pod nim i chwilę później leżał na ziemi. Chociaż nie do końca. Leżał na nogach Violetty. Ale to nie wszystko! Jego ręka znalazła się w bardzo dziwnym położeniu. Castillo siedziała na dłoni chłopaka i piorunowała go wzrokiem. Nie mogła wybaczyć mu tej sytuacji. Właśnie w tej chwili nienawiść do zielonookiego powiększyła się dwukrotnie.  
- Leon, debilu, wstawaj! - krzyknęła starając się wyswobodzić. Jednak nie mogła.
- Już już. Nie bulwersuj się tak! - oboje byli wkurzeni. Żadne nie chciało być posądzone o zbliżenie do drugiego. Tak, Leon w duchu cieszył się z tych wydarzeń, ale po części wiedział, że właśnie stracił dosłownie wszystko w oczach dziewczyny.
Verdas podniósł się powoli z podłogi i zadowolony stwierdził, iż uwolnił się od tej piekielnej sukienki. Jednak nie wiedział, że stało się coś innego. I to o wiele gorszego.
- Idioto, podarłeś mi sukienkę! - krzyknęła Violetta spoglądając na wielkie rozcięcie. Nie mogła uwierzyć, że ten wieczór jest aż tak pechowy.
- Nie chciałem, jasne? - stwierdził zirytowany chłopak. Kochał ją. Nadal. Ale nie mógł tego okazywać w najmniejszym stopniu. Skoro ona go nienawidzi, to po co się w ogóle trudzić?
- Dobra, daj mi spokój z tym swoim nie chciałem. - odparła Violetta i z gracją podniosła się z podłogi.
Verdas stwierdził, że ma dość. Już dość bólu dzisiaj dostał. Wyszedł z pokoju dziewczyny i stanął obok chłopaków.
- Do niczego między nami nie doszło, jasne?! - warknął i udał się w nieznane im miejsce.
Violetta w tym czasie usiadła załamana na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Do czasu, kiedy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi. Wtedy jej wzrok automatycznie skierował się na osobę, która właśnie weszła do jej królestwa.

**********
No no, od razu mówię, że z pomysłem nieco pomogła mi Sophie ;33
Oj kochanie, to dla cb ♥
Nie no kocham tę akcję XD Mam nadzieję, że wam też się spodoba *.*
Tak chociaż troszkę <33
Przepraszam, że nie było wczoraj rozdziału! Późno do domu wróciłam ;33
A teraz koniec mojej paplaniny i miłego czytania (a raczej wrażeń po nim ;*)
Layout byNath